Rozdział pierwszy
Wspólnota służb i charyzmatów

C

o to jest oaza? Nie trzeba sięgać po słownik języka polskiego, by odpowiedzieć na to pytanie. Jej synonimy to: cichy port, przystań, schronienie. Kojarzy się ona z rozgrzaną palącym słońcem pustynią, skałami, kamieniami, żwirem i zwałami wydmowego piasku, żarem w płucach, z trudem łapiących powietrze, krótką czerwienią zachodu i nagłym nadejściem tropikalnej nocy. Oaza jest skupiskiem zieleni. Przyciąga pokonujące bezdroża karawany. Po trudach marszu wędrowcy mogą w niej ukryć się w cieniu drzew, rozkulbaczyć wielbłądy, zanurzyć zmęczone twarze w tafli wody i wypocząć w otoczeniu pachnących kwiatów. Bujna zieleń pojawia się tam, gdzie jest źródło, a woda jest — jak wiadomo — warunkiem życia. Jeżeli studnia wyschnie, oaza zniknie z pustynnej mapy i pozostaną po niej jedynie kikuty drzew, rozwalone kamienne mury oraz resztki sypiących się budowli.

Z tym budzącym jednoznaczne skojarzenia określeniem, znanym z lekcji geografii, z albumów przyrodniczych, z kina i z telewizji, wiąże się swoiste duchowe znaczenie. Oazami nazywa się w Polsce rekolekcje wakacyjne, odbywające się od lat w różnych malowniczych zakątkach kraju. Przybywają na nie dzieci i młodzież, studenci i dorośli, klerycy i kapłani, a także całe rodziny, z różnych miast, miasteczek i wiosek, ze wszystkich diecezji i zapewne ze wszystkich parafii. Droga przez życie bywa usiana przeszkodami i jest często podążaniem przez moralną pustynię, więc trzeba w niej chwil na odnalezienie się przed Bogiem. Na rozśpiewane grupy spod znaku ΦΩΣ-ΖΩΗ, wyrytego na noszonych na rzemykach na piersi skórzanych krążkach, można się natknąć w miesiącach letnich nie tylko w wysokich Tatrach, na Podhalu, w zalesionych Beskidach, czy w okrzyczanych Pieninach, ale również w wielu innych uroczych ustroniach i urzekających zaciszach — aż po wybrzeże Bałtyku na północy. Takie rekolekcje odbywają się ponadto za granicą.

Pojęta duchowo oaza jest czymś niezmiernie frapującym i budzącym zrozumiałe zainteresowanie. Co się w niej dzieje? Czego szukają ci, którzy w niej biorą udział? Dlaczego na nią jadą już któryś raz z rzędu? Chcą zaliczyć coś, w czym dotąd nie uczestniczyli, w nietypowy sposób spędzić część wakacji, czy też naprawdę odnowić się wewnętrznie? Nauczyć się przez wiarę odkrywać głębszy sens zdarzeń? Zaznać smaku prawdziwej modlitwy, czyli oddania się do dyspozycji Bogu? Wyzbyć się egoizmu i poszerzyć granice moralnej odwagi? Takie pytania stawiano z przejęciem już w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, kiedy ruch oazowy, zwany potem Ruchem Żywego Kościoła, a następnie Ruchem Światło-Życie, rodził się i intensywnie rozwijał.

Tamte słoneczne lata były prawdziwym błogosławieństwem dla Kościoła. Zakończył się Sobór Watykański II, podjęto zamierzoną reformę liturgii, a soborowy powiew Ducha Świętego przekładał się na cenne inicjatywy teologiczno-naukowe i duszpasterskie. To sprawiało, że wielu ludzi na nowo odkrywało Kościół jako wspólnotę wiary. Lgnęli do niego licznie ci, którzy czuli w sobie iskrę Bożą i cieszyli się posiadaniem rozmaitych uzdolnień i talentów.

Dla mnie w tamtych latach odkrywanie duchowej oazy było więc fascynującym odkrywaniem nietuzinkowych postaci. To było multum spotkań, godnych odnotowania — i jaka szkoda, że one już nie wrócą. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżałem do Krościenka nad Dunajcem albo witałem uczestników kolejnej oazy w jednym z cichych punktów rekolekcyjnych w Pieninach lub w Gorcach, miałem świadomość tego, że nurzam się w feerycznym wręcz bogactwie. Do kipiącej nowością wspólnoty każdy z przybyłych wnosił coś oryginalnego. Jak w tyglu dochodziło w niej do twórczych konfrontacji między silnymi i pociągającymi osobowościami, do manifestacji niezwykłej radości i głębokiej nadziei, żaru i zapału, do demonstracji imponującego potencjału duchowego.

P

odobnie jest i teraz. I dzięki temu każda wakacyjna oaza jest nieco inna, niemniej żadna z nich przy tym nie traci charakteru swoistego rogu obfitości. Nowo przybyli radują posiadaniem różnych przydatnych we wspólnocie umiejętności. Ujawniają się one bądź to niejako na dzień dobry, w pierwszym dniu pobytu, bądź to w ciągu kilku następnych w czasie wspólnych zajęć. Może to być nieomal maestria w grze na jakimś instrumencie, na przykład gitarze lub flecie, znakomity słuch, dobry głos i umiejętność prowadzenia nauki śpiewu, uzdolnienia graficzne, malarskie lub rzeź­biarskie, zdolność zabawiania towarzystwa arcyciekawymi gawędami czy żartobliwymi opowiastkami, zamiłowania literackie, przydatne przy prowadzonej na bieżąco i odczytywanej w czasie pogodnych wieczorów nieco żartobliwej oazowej kronice, kunszt kulinarny à la siostra Leonilla lub siostra Anastazja, oraz wiele, wiele innych.

Prowadzący oazę moderator i asystujący mu animatorzy nie mogą przechodzić obok tych skarbów obojętnie. Spoczywa na nich ewangeliczny obowiązek umiejętnego zagospodarowania ofiarowanego im bogactwa. To są rzeczy, których nie wolno zakopywać w ziemi (por. Mt 25, 14-30). Muszą być uwrażliwieni na to, co potrafią przyjezdni, wysuwać na pierwszy plan tych, którzy wywierają dobroczynny wpływ na innych, odkrywać sprawności, wiedzieć, do czego i kto ma dryg, żyłkę i zacięcie, wyławiać pasje i talenty, jeśli pozostają ukryte — i pozwolić, żeby stały się darem dla pozostałych, a w rezultacie tego korzystała z nich z pożytkiem cała wspólnota.

Rekolekcje oazowe są duchowym przeciwieństwem częstej dżungli życia, w której jedni z uporem dyskwalifikują drugich, poniżając ich i wdeptując w ziemię. Uzmysławiają uczestnikom ich niezbywalną osobową godność. Pozwalają wyczulić się na głębię życia wewnętrznego, na tajemnicę działania łaski Bożej i związany z sakramentem chrztu świętego dar dziecięctwa Bożego. Biorący w nich udział odkrywają, że zostali stworzeni z miłości przez Boga i uposażeni przez Niego wieloma nadaniami — tak przyrodzonymi jak nadprzyrodzonymi. Odsłoniętym na oazie duchowym kredytem młodzi i starsi ludzie mogą się nawzajem dzielić i służyć sobie z radością w tworzącej się rodzinie. Dopełniać się i ubogacać.

Można w związku z tym mówić o niepowtarzalnym charyzmacie Ruchu Światło-Życie i metody pracy rekolekcyjnej, zwanej oazą. Kto z zaangażowaniem uczestniczy w tych rekolekcjach, obcując we wspólnocie z innymi, ma szansę dostrzeżenia na nowo samego siebie, właściwego oszacowania swojej kondycji duchowej, odkrycia posiadanych przymiotów ciała, duszy i ducha — a w związku z tym znalezienia odpowiedzi na kluczowe w życiu pytania o kierunki samorealizacji, o wybór szkoły czy wyższej uczelni, o przyszłą pracę zawodową, o wybór stanu; zaś co się z tym następnie łączy — zbudowania właściwego projektu życia oraz rozpoznania powołania życiowego i religijnego. Wielu przyszłych kapłanów, braci i sióstr zakonnych właśnie dzięki tej formie rekolekcji usłyszało wezwanie Chrystusa. Bardzo liczni świeccy znaleźli swoje miejsce w Kościele i w świecie. Niektórzy też doświadczyli szczególnej mocy Ducha Świętego, łącznie z darami charyzmatycznymi.