Rozdział trzeci
Abstynencja od alkoholu i tytoniu
oraz kultura wolności

Z

pierwszymi kłopotami wychowawczymi można zetknąć się już w dniu przyjazdu na rekolekcje, jednak dotyczą one z reguły oazy pierwszego stopnia. Drażniący powonienie zapach dymu tytoniowego będzie oznaczać, że któryś z figlarnych nowo przybyłych nie pojął oazowego wymagania abstynencji i że nie zamierza zaakceptować praw Nowej Kultury. Należy przeprowadzić z nim poważną i szczerą rozmowę, bez odkładania jej na później. Jeśli nieopatrznie przywiózł ze sobą paczkę papierosów, powinien się jej czym prędzej pozbyć, bowiem przechowywana w torbie podróżnej lub plecaku może być pokusą także dla innych uczestników oazy.

Rzecz zrozumiała, na oazie rekolekcyjnej nie ma miejsca na wykrętnie pojmowane kompromisy. Nie wolno nikogo zwalniać z obowiązku zachowania abstynencji i odwoływać się do z pozoru humanitarnej przesłanki, iż przecież nie każdy jest w stanie podołać bezlitosnemu wymaganiu, jakim jest natychmiastowe rzucenie palenia. Nic gorszego od tworzenia dyskretnych miejsc, w których niektórym uczestnikom będzie wolno sięgać po cygarka. Czy od przymykania oczu na to, że ci będą robić to pokątnie, kryjąc papierosy w dziuplach okolicznych starych drzew lub pod okapem pobliskiej szopy na narzędzia. Takie i inne połowiczne rozwiązania, do których tytułem niewprawnych eksperymentów wychowawczych usiłowano się niekiedy odwoływać w przeszłości, zdecydowanie się nie sprawdziły. Ustępstwo na rzecz jednej czy dwóch osób, którym pozwala się ćmić na stronie, staje się bowiem milczącym potwierdzeniem tego, że abstynencja jest w zasadzie tylko nieistotnym dodatkiem do oaz i że — Bogiem a prawdą — nie należy jej traktować poważnie. A przecież jest ona ściśle związana z charyzmatem Ruchu Światło-Życie.

Wspomniane wymaganie tylko z pozoru jest bezpardonowe. Nierzadko przyjeżdżający przywożą papierosy tylko dla szpanu, a więc chcąc popisać się przed rówieśnikami i wywołać opaczne wrażenie, że są już dorośli, bądź też podroczyć się z animatorami i moderatorem, jak również przekornie sprawdzić, jak dalece mogą się posunąć w narzucaniu obcych praw wspólnocie. Zapalony papieros w ręku daje odrobinę nierozgarniętemu nastolatkowi złudne przeświadczenie, że jest kimś wyjątkowym. Sprawia, że znajduje się on przez pewien czas w centrum uwagi, na co instynktownie liczył. Ze szczenięcymi wygłupami nie wiąże się jednak najczęściej żadne uzależnienie, które należałoby wziąć pod uwagę, kiedy przywołuje się go do porządku.

Na oazach obowiązuje także kategoryczny zakaz picia alkoholu, piwa, wina i wódki, oraz gry w karty. Należy to uczestnikom uzmysłowić już w dniu przyjazdu podczas pierwszej pogawędki. Podobny wymóg dotyczy oglądania telewizji i słuchania radia. Jeśli ktoś zdradza brak charakteru — będąc tak miękkim i tak dalece poddanym nawykom, wyniesionym ze swego środowiska, iż nie jest w stanie narzucić sobie przez dwa tygodnie minimalnej dyscypliny w tym zakresie — jest wątpliwe, czy powinien pozostać na oazie do końca. Jego przyjazd był przypuszczalnie pomyłką i nieporozumieniem. W pojedynczych przypadkach należy więc z pewnością odesłać do domu osobę, która nie rokuje nadziei, by zaakceptowała program oazy i ukazywane na niej prawa życia. Taka surowa decyzja jest wszakże wstydliwą ostatecznością. Wielu moderatorów i animatorów cieszy się z tego, że nigdy nikogo nie usunęli z oazy, a w sytuacjach z pozoru beznadziejnych zdecydowanie stawali po stronie stających dęba wychowanków, pomagając im odnaleźć się we wspólnocie. I jest to — w rzeczywistości — powód do dumy. Przeważnie potwierdzeniem słuszności takiego postępowania („Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku”; Iz 42, 3) są późniejsze świadectwa samych zainteresowanych. W czasie międzyoazowego dnia wspólnoty bądź też w ostatnim dniu oazy można usłyszeć, jak z własnej inicjatywy dziękują za okazaną im życzliwość i przepraszają za kłopoty, jakie sprawiali na początku pobytu.


O

tym, że palenie jest szkodliwe dla zdrowia, wie każdy, kto ma choć odrobinę oleju w głowie. Szkodzi zwłaszcza młodym. Na oazach nie ma miejsca dla papierosów i alkoholu. Pod tym względem każdy zespół wychowawczy winien być zdecydowany i konsekwentny, bowiem pobłażliwość w tym zakresie może pociągnąć za sobą fatalne skutki. Często dla młodych palących osób oaza rekolekcyjna jest jedynym miejscem, w którym mogą na serio, a przy tym z powodzeniem zmierzyć się z zależnością od tytoniu, podjąć walkę z nałogiem i poszerzyć granice osobistej wolności.

Budzących niepokój uzależnień i nawyków jest zresztą więcej. Obok najgroźniejszych i najniebezpieczniejszych, takich jak narkotyki, znaczą się również inne, może nie tak niszczące, niemniej mające niejakie znaczenie z punktu widzenia rozwoju psychicznego i duchowego. Wspomnieć wypada — na przykład — o zależności od gier komputerowych czy od Internetu, od kaset wideo lub nawet od magnetofonu. Ten ostatni automatyzm, choć niekiedy wydaje się niegroźny czy wręcz tylko śmieszny (ktoś ciągle biega z walkmanem i przychodzi z słuchawkami na uszach nawet na zajęcia rekolekcyjne czy na Mszę świętą), też może rodzić uzasadniony sprzeciw wychowawczy. Można być również zależnym od telefonu komórkowego, smartfona i potrzeby wiecznego wysyłania SMS-ów.

Na oazach nie zdarza się, by ktoś sięgał po narkotyki, na przykład po marihuanę. Gdyby jednak do udziału w nich umiejętnie wkręcali się dealerzy, rozprowadzający „prochy”, to w obliczu takiego zagrożenia postępowanie zespołu wychowawczego nie powinno budzić wątpliwości. Dla szukającego rynku zbytu dla swego towaru „sprzedawcy śmierci” nie ma miejsca na rekolekcjach oazowych.

Podstawą wychowania jest osobiste świadectwo animatorów, zachowujących abstynencję przez cały rok, a nie tylko na użytek wakacyjnej oazy rekolekcyjnej. Ks. Franciszek Blachnicki stale podkreślał, że „życie rodzi się z życia” i że nie można udzielać misji kandydatowi na animatora, który nie podjął drogi Krucjaty Wyzwolenia Człowieka.